piątek, 28 lipca 2017

Winnica Racheli zaprasza

Zachęcam  do udziału w rekolekcjach Winnicy Racheli "Uzdrowienie po aborcji", które odbędą się w pięknym miejscu w górach w terminie od 4 do 6 sierpnia. Kontakt nr tel. 730-278-555




X X X X X X X X X X X X X X X X X


Kolejne rekolekcje odbędą się w dniach 8-10 września br. pod Warszawą. Zainteresowanych tym terminem prosimy o kontakt pod numerami tel. 604-954-059 i 796-525-170 lub na adres winnica.racheli@gmail.com

piątek, 14 kwietnia 2017

Praca magisterska, kto pomoże?

Drogie Panie, 
zwróciła się z prośbą studentka, która pisze pracę magisterską na temat aborcji. Temat jest bolesny, ale może któraś z Pań chciałaby pomóc?
Poniżej mail jaki otrzymałam.
Pozdrawiam serdecznie,
Anka



Witajcie,

Jestem studentką IV roku psychologii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie i poszukuję chętnych osób do wzięcia udziału w badaniu do pracy magisterskiej na temat doświadczenia aborcji przez kobiety, które jej dokonały. Badanie będzie polegało na opowiedzeniu swojej historii oraz ewentualnych pytaniach z mojej strony dotyczących przebiegającej rozmowy. Wszystko jest w pełni anonimowe i będzie wykorzystane wyłącznie w celu pracy magisterskiej. Miejsce zamieszkania nie jest istotne – mogę dojechać do każdej miejscowości po wcześniejszym umówieniu się.

Mam nadzieję, że któraś z Was się zdecyduje. Poprzez skrzynkę mailową odpowiem na wszystkie potrzebne pytania oraz udzielę szczegółowych informacji na temat badania.

Chętne osoby proszę o kontakt na maila: aborcja.psychologia@gmail.com

Warsztaty rekolekcyjne dla osób po aborcji 2017

 Od wielu lat jesteś w depresji. Właściwie zaczęła się ona zaraz po dokonaniu aborcji. Podobnie jak rozpad Twojego związku z ojcem nienarodzonego dziecka. Od tamtego dnia nieustannie starasz się zagłuszyć trawiący Cię od środka ból. Każdego dnia wyglądasz Bożej kary. Jesteś pewna, że za tak potworny czyn Bóg ukaże Twoje dzieci kalectwem, chorobą, śmiercią. Spowiadałaś się z tego już nieskończoną liczbę razy i nadal czujesz się winna. Masz nerwicę. Nie wiesz jak kochać dzieci skoro zabiłaś tamto dziecko. Nie masz już sił. Od tamtego strasznego dnia upłynęły lata, a ból i cierpienie nie mijają, nie maleją. Jak żyć po aborcji? Jak odnaleźć poczucie, że jesteś dobrą matką i żoną?

Rekolekcje prowadzą:
Ksiądz marianin i psycholog

Program:
Spotkanie będzie się opierało na częściach: wykładowej oraz warsztatowej. Uczestnicy zostaną zaproszeni do osobistego przyjrzenia się swojej stracie dzięki proponowanym przez prowadzących ćwiczeniom oraz rozmowom indywidualnym. Każdy dzień będzie w sobie łączył elementy konferencji psychologicznych oraz duchowych zbliżających do tematu śmierci i ułatwiających modlitwę. Uczestnicy będą mieli czas na indywidualne przeżycie zadanych treści (poprzez proponowane ćwiczenia). Przewidziany jest też czas na dobrowolne dzielenie się przeżytymi uczuciami z innymi uczestnikami warsztatów. W programie, poza wykładami i ćwiczeniami, codzienne Msze św. i nabożeństwa. Możliwość skorzystania z sakramentu pojednania oraz rozmów indywidualnych z prowadzącymi.


 
Terminy:

12-14 maja,
29 września -1 października


Miejsce:
Klasztor Sióstr Anuncjatek w lesie grąblińskim

Koszt:
• 250 / os. (nocleg i wyżywienie),
• liczba miejsc ograniczona,
• o zapisie decyduje kolejność zgłoszeń.

Sposoby zapisywania na rekolekcje:
• osobiście w Biurze Obsługi Pielgrzyma,
• telefonicznie: (63) 270 81 42, (63) 270 81 63,
• pocztą elektroniczną: lichen@lichen.pl

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Moja aborcja - podjęłam decyzję

Pierwszy list otrzymany przeze mnie w nowym roku:

Kobiety, Dziewczyny, Panie! Problem aborcji dotyka wielu z Nas. Ten blog ukazuje realne, życiowe historie, które są błędami, za które potem cierpimy całe życie. Na wstępie chciałam podziękować i pogratulować autorce tego bloga za to, że on istnieje. Często czytam Wasze historie, które tu opisujecie i szczerze,naprawdę szczerze współczuje każdej z Was, która dopuściła się tego czynu.
Nie osądzam Was bo nikt do tego nie ma prawa, to co przechodzicie po aborcji jest największym problemem za życia. Jednocześnie dziękuję Bogu, jak i samej sobie za to, że ja tego nie zrobiłam, choć byłam temu bliska.

Zaledwie godziny dzieliły mnie od tego abym dopuściła się aborcji. Byłam bezradna, bezsilna, wydawało mi się, że jestem uzależniona od mojego chłopaka, który wymuszał na mnie ten czyn. Historia, bardzo podobna do wielu z Was,zaszłam w ciążę nieplanowaną. Nie mieliśmy ślubu ani własnego mieszkania, jednak nie było tragedii. Oboje wykształceni, mieliśmy prace, byliśmy razem około 2  lat, mieszkaliśmy razem wraz ze współlokatorami. Dowiadując się o ciąży, wiadomo - początkowo byłam niesamowicie zaskoczona i przestraszona, jednak gdzieś w głębi duszy cieszyłam się bo stwierdziłam, że nic takiego się nie stało. Nie byliśmy już nastolatkami, ja(24), on(32), pomyślałam, że dziecko zbliży nas jeszcze bardziej do siebie. Jednak mój chłopak nie wykazał się dojrzałością emocjonalną, czego bym się nigdy po Nim nie spodziewała. Spanikował, załamał się, no i zaczął naciskać na aborcję. Początkowo nie wierzyłam własnym uszom, nie mogłam uwierzyć w to, że on tego chce i ,co gorsza zaczyna mnie do tego zmuszać.
Dla mnie od początku było oczywiste, że tego nie zrobię, jestem katoliczką a poza tym nigdy nie wyobrażałam sobie, abym mogła dopuścić się takiego czynu! Przecież to było moje dziecko. Miało wówczas już ok.8 tygodni. No i wtedy zaczął się dramat. On zaczął mi grozić, że jeśli tego nie zrobie, zostawi mnie, wyjedzie i już Go nigdy nie zobacze. Wciąż nie mogłam uwierzyć w co słysze, przecież nie znałam go takiego. A przynajmniej tak mi się wydawało. Byłam bliska rozpaczy, byłam z tym wszystkim sama ponieważ moja rodzina o niczym jeszcze nie wiedziała. Bałam się, że rodzina będzie zła, bo przecież to nierozsądne taka ciąża niezaplanowana, było mi wstyd. Bałam się wrócić do swojej małej, rodzinnej miejscowości "z brzuchem", dodatkowo sama, opuszczona przez ojca dziecka.

Cierpiałam niesamowicie, nie funkcjonowałam normalnie, cały czas słyszałam od mojego chłopaka, że on już wszystko załatwił, że o nic się nie musze martwić, że to będzie tylko chwila, ale potem o wszystkim pomału zapomnę. Powiedział, że nigdy mnie nie zostawi i że już zawsze będzie ze mną, tylko żebym to zrobiła. Wywierał na mnie presje, używając argumentów, że jeszcze mamy na to czas, że nie jesteśmy ustatkowani, itp. Powoli zaczęłam się łamać i myśleć o tym faktycznie. Jednak co dopuściłam taką myśl, że może rzeczywiście to najlepsze rozwiązanie na tamtą chwilę, zaraz budził mnie dreszcz w sercu, który wołał: Dziewczyno! Co ty chcesz zrobić? Przecież masz w sobie swoje dziecko, część ciebie, prawdziwe życie, które już jest, jest z Tobą! I pewnego wieczoru, kiedy już mój chłopak myślał, że się zgodzę i że zrobię To, powiedziałam sobie NIE! To moje dziecko i to ja o Nim zadecyduje, nawet jeśli będzie mi ciężko, nawet jeśli będę  wychowywać je sama,w biedzie, w trudnych warunkach, to nic! Ono jest tego warte aby przyjść na ten świat. Jeśli się poczęło, poczęło się po coś. A ja już jestem jego matką i już muszę Je bronić. Podjęłam decyzję i nie obchodziło mnie już co będzie później. Mój chłopak na początku wpadł w szał, ale już nie robiło to na mnie wrażenia.

Po kilku dniach milczenia, zaczęliśmy rozmawiać, już na spokojnie. On pytał mnie jak sobie to wyobrażam, zaczęliśmy wspólnie kreować wizje jak to będzie kiedy dzidzia przyjdzie na świat. Sytuacja powoli się uspokoiła. Oczywiście nie było łatwo ale to co najgorsze miałam za sobą. Mój chłopak nadal nie tryskał szczęściem, ale powoli zrozumiał,że ja to dziecko urodzę i to czy będzie z Nami, czy nie zależy tylko od Niego. Dzisiaj mój synuś ma skończony roczek. Cieszy się życiem a ja razem z Nim.

Wychowujemy Go razem z moim chłopakiem, chociaż w naszym związku nie zawsze jest łatwo. Nasz synek jest dla Nas pociechą i dla naszej całej rodziny. Jest oczkiem w głowie wszystkich bliskich. Jest radosny, uśmiechnięty a czasem nawet mały łobuziak z Niego;)

Patrząc na Niego każdego dnia, dziękuję sobie a przede wszystkim Bogu, że nie dokonałam aborcji. Jestem dumna i szczęśliwa, że chwila słabości mnie nie złamała i potrafiłam przezwyciężyć strach i iść krok do przodu. Dziś wiem, że podjęłam słuszną i najwspanialszą decyzję, decydując się na nieprzerywanie ciąży. Na sam koniec, pragnę zaapelować do kobiet, które biją się z myślami chęci lub też potrzeby przerwania swojej ciąży. Kobiety, jeśli jesteście zmuszane do aborcji, jeśli ktoś wywiera na was presje pod tym kątem, nie dajcie się!

To chwilowe poddanie się, odniesie piętno na całe Wasze życie. Osobiście wiem, że gdybym wtedy dokonała aborcji, dziś nie miałabym życia. Nie potrafiłabym popatrzeć sobie w twarz a widząc każde dziecko na ulicy, myślałabym o tamtym swoim. Dziewczyny, pamiętajcie, że zawsze jest wyjście. Jeśli przychodzi na świat mała istotka, patrzy na Ciebie, swoimi maleńkimi, jeszcze na pół zamkniętymi oczkami, ściska Twój kciuk, śmieje się do Ciebie a później nazywa Cie mamą, wszystko inne przestaje mieć znaczenie! Liczy się tylko Ono i wasza jedyna, prawdziwa, bezwarunkowa miłość.


Kobieta, Data: 02 stycznia 2017r. pisownia oryginalna

Nowy rok 2017


Drodzy! . W tym roku w październiku minie10 lat od chwili zamieszczenia przeze mnie pierwszego posta. Dla przypomnienia Blog ruszył 29 października 2007 roku i pierwszymi postami na nim zamieszczonymi były historie zamieszczone na amerykańskiej stronie organizacji Silent No More. Nazwa tej organizacji to w tłumaczeniu na polski: nigdy więcej milczenia, dość milczenia. 
Nadałam blogowi nazwę, w której użyłam krótkiego polskiego zwrotu : Dość Milczenia!, tym zwrotem kończy się również zamieszczone jako pierwsze świadectwo amerykańskiego ultrasonografisty, który zakończył je zdaniem: "Włączam się w głosy tych, którzy mają już Dość Milczenia"
Ja również włączyłam się w te głosy. 10 lat prowadzenia bloga to pewna część mojego życia, które jest wypełnione zwykłymi obowiązkami i przeżyciami. 
Zaczynałam od zamieszczania świadectw tłumaczonych przez moją koleżankę Caroline z anglojęzycznych stron, potem zaczęliście przysyłać swoje świadectwa. Piszę "zaczęliście", ponieważ dostaję listy również od mężczyzn. 
 Pomagam wszystkim, którzy tej pomocy potrzebują, niezależnie jaką decyzję podejmują. Nie wchodzę w spory światopoglądowe, bo ludzie się różnią poglądami, ale tak samo chorują i cierpią.
Dziękuję Wam za zaufanie, za to, że jesteście i współtworzycie to miejsce.  W nowym roku 2017 życzę Wam dużo dobra, miłości i przebaczenia. Jeśli to będzie w Waszym życiu, to będzie też zdrowie psychiczne i fizyczne. 
Wszystkiego Dobrego!



czwartek, 15 grudnia 2016

Moja aborcja - otrząsnęłam się dość łatwo

Poniżej jeden z komentarzy zamieszczonych na Blogu.

Prawdopodobnie są kobiety,które od lat funkcjonują dobrze po aborcji.Tutaj ich nie ma,bo nie potrzebują rozdrapywać ran.Ja też do nich należałam i mam nadzieję jeszcze należeć.Jestem w szoku, jaki bezmiar cierpienia po aborcji wylewa się z tego forum. Po prostu "piekło za życia",nie trzeba żadnej kary boskiej.A chciałam tu znaleźć choć słowo pocieszenia,jakieś "światło w tunelu",w którym się znalazłam z tego samego powodu.

Dokonałam aborcji ponad 20 lat temu.Otrząsnęłam się dość łatwo, miałam 2 synów,kochającego męża,ustabilizowane życie,byłam spełniona na wszystkich płaszczyznach. Może właśnie dlatego stwierdziłam,że kolejne dziecko może mi ten stan zburzyć. Musiałam być głupia,zagubiona,pełna pychy,że postanowiłam wtedy przerwać ciążę.Miałam dużo szczęścia i jakiejś wewnętrznej siły, że przez te minione 20 lat udało mi się udawać, że wszystko jest OK. Były dni,może nawet tygodnie,że mogłam patrzeć wstecz bez emocji,próbować rozgrzeszać się z tej fatalnej decyzji. Cieszyłam się życiem dla siebie dla dzieci,dla męża, żebyśmy byli szczęśliwą rodziną.Z mężem bardzo szanujemy swoją psychikę i nigdy nie rozmawiamy na ten temat. Nie zauważyłam,żeby uczucie między nami wygasło,czy zbladło. Jakieś 15 lat temu miałam krótką depresję niewątpliwie na tym tle,ale sama się wydźwignęłam.W tej chwili znów mnie dopadły wyrzuty sumienia i jestem od blisko miesiąca cała spanikowana, udręczona, nieszczęśliwa. Może nie mam już siły udawać,że wszystko jest OK. Bardzo żałuję decyzji sprzed 20 lat. Nie trafiają do mnie argumenty,że wtedy byłam inną kobietą,że teraz już bym tego nie zrobiła,że ludzie mają prawo do błędów.że więcej szkody robi teraz w rodzinie moje cierpienie,niż tamta straszna decyzja.

Rozpaczliwie szukam pocieszenia i nadziei,że ten stres kiedyś zelżeje na tyle,bym mogła funkcjonować normalnie i nie sprawiać kłopotu rodzinie.Szukam pocieszenia w Bogu,choć zawsze byłam daleka od głębokiej wiary.We wszystkim jest jakiś zamysł boski,być może moja droga do Boga wiedzie przez wyrzuty sumienia,żal za grzechy i cierpienie za życia.

Kobiety! Szukajcie swojej drogi do szczęścia i spokoju. Nikt nie zasługuje na całkowite potępienie.Jesteśmy mądrzejsze od innych,bo wiemy,co znaczy przerwanie ciąży."Errare humanum est","cierpienie uszlachetnia","co nas nie zabije-to nas wzmocni". Naszą siłą w wielu sprawach są emocje,te same,które nas teraz tak przytłaczają. Spróbujmy sobie wybaczyć, Bóg też jest miłosierny. Chcę wierzyć ,że ześle spokój i mnie i tobie.

podpisano: Kobieta po Przejściach, 7 listopada 2016r.

Strata

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Czas radości i spotkań rodzinnych, ale też trudny czas dla wielu z nas.
Trudny dla osób samotnych, a także dla tych, które przeżyły jakąś stratę. Przerwanie ciąży to też strata. Strata, która wcześniej nieuświadomiona może do nas wrócić po wielu latach.
Jak sobie z nią poradzić? Czy jest nadzieja na pogodzenie z tym co przyniosło nam życie?

Zachęcam do przeczytania :

http://radykalnewybaczanie.com.pl/aborcja.htm




Winnica Racheli zaprasza

Zachęcam    do udziału w rekolekcjach Winnicy Racheli "Uzdrowienie po aborcji", które odbędą się w pięknym miejscu w górach w term...